Darmowe narzędzia do blogowania: mniej znaczy więcej
Kiedy tworzyłem swojego pierwszego bloga, zainstalowałem siedemnaście wtyczek i dodałem każdy darmowy widżet, jaki udało mi się znaleźć — licznik odwiedzin, animowane przyciski udostępniania w mediach społecznościowych, pasek boczny „aktualnie czytam”, widżet pogody dla mojego miasta i czcionkę, która wyglądała dokładnie tak, jak moje pismo odręczne. Blog wyglądał jak strona Myspace z połowy XXI wieku, ładowała się w sześć sekund i dezorientowała każdego czytelnika, który na niego trafił.
Dlaczego za darmo = kuszące = za dużo
Logika wydaje się rozsądna: jeśli coś jest darmowe i dostępne, dodanie tego nic nie kosztuje. Jest to prawdą tylko w bezpośrednim sensie finansowym. Każde narzędzie, które dodasz do bloga, kosztuje czas ładowania strony, prace konserwacyjne, potencjalne luki w zabezpieczeniach i bałagan wizualny. Koszty pośrednie mają charakter rzeczywisty i kumulują się.
Licznik odwiedzin mówi Ci coś, co już mówi Twój pulpit analityczny, z gorszym kontekstem i dodatkowym efektem w postaci złego samopoczucia w wolne dni. Widget komentarzy z usługi strony trzeciej wprowadza czas ładowania i zależność danych od firmy, która może w dowolnym momencie zmienić swoje ceny lub warunki. Jaskrawe tło, które świetnie wyglądało na podglądzie, powoduje problemy z nieczytelnością rzeczywistego tekstu, czyli tej części, po którą przyszli czytelnicy.
Właściwy sposób oceny narzędzia
Zanim cokolwiek dodam, zadam teraz jedno pytanie: czy służy to czytelnikowi, czy służy mi? Narzędzie ułatwiające nawigację, wyświetlające treści, których może chcieć czytelnik, skracające czas ładowania — które służy czytelnikowi. Narzędzie, które pokazuje, ile osób odwiedziło witrynę, dodaje charakterystyczny widżet, odtwarza muzykę otoczenia — co służy mojemu ego lub mojemu niepokojowi, a nie osobie czytającej. Rozróżnienie wydaje się oczywiste, jednak w praktyce łatwo je zatrzeć.
Szybkość jest prawdziwym problemem. Czytelnicy korzystający z urządzeń mobilnych – skąd pochodzi większość ruchu – zauważają czas ładowania, zanim zauważą cokolwiek innego. Narzędzia takie jak oprogramowanie do testowania szybkości witryny może dokładnie pokazać, które dodatki kosztują Cię najwięcej czasu. Często są to rzeczy, które wydawały się najbardziej nieszkodliwe.
Co naprawdę warto mieć
Warto mieć wtyczkę analityczną, która nie spowalnia Twoich stron – potrzebujesz dokładnych danych o ruchu, aby zrozumieć, co działa. Na każdym blogu, który ma więcej niż dwadzieścia postów, warto mieć wyszukiwarkę, bo czytelnicy, którzy nie mogą czegoś znaleźć, odchodzą. Integrację z biuletynem e-mailowym warto mieć, jeśli planujesz budować listę. A narzędzie do sprawdzania gramatyki uruchamianie podczas tworzenia wersji roboczej nic nie kosztuje przy ładowaniu strony i zapobiega błędom, które podważają zaufanie czytelników.
Poza tymi podstawami, kwestia dodawania narzędzi szybko staje się cieńsza. Większość funkcji, które w opisie wydają się przydatne — liczniki dowodów społecznościowych, mapy odwiedzających na żywo, animowane moduły ładujące — powodują hałas bez dodawania funkcji. Blogi, które naprawdę lubię czytać, to prawie zawsze te, na których ktoś świadomie podejmował decyzje o tym, co pominąć.
Co bym pominął
Pominąłbym każdy widżet, który istnieje przede wszystkim po to, aby pokazać odwiedzającym, ilu jest innych odwiedzających. Jeśli masz duży ruch, ten numer ci pomoże; jeśli masz mały ruch, boli cię to i tak czy inaczej nie pomaga czytelnikowi w podjęciu decyzji, czy przeczytać kolejny post. Pominąłbym także narzędzia, które wymagają utworzenia konta w usłudze strony trzeciej i osadzenia ich kodu JavaScript — wprowadzają one kompromisy w zakresie prywatności i wydajności, które przynoszą więcej korzyści stronie trzeciej niż Twojemu blogowi.
Konkluzja: wydajność i czytelność Twojego bloga poprawią się, gdy usuniesz elementy, a nie je dodasz. Zacznij od minimum wymaganego do czystej publikacji i dodawaj narzędzie tylko wtedy, gdy masz konkretny problem, który ono rozwiązuje. Domyślnym kierunkiem powinno być odejmowanie, a nie akumulacja.
Gotowy na zakupy? Porównaj Technologia i gadżety w sklepach →






